poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział czwarty cz.1 (7)

24 maja 2013 r., piątek
Los Angeles

*Harry*
Od wywiadu dla gazety "Patty" minęły równe dwa tygodnie. Dwa tygodnie, podczas których spotkaliśmy się z dziennikarką pięć razy. Zawsze w naszym domu.
Rachel była naprawdę śliczną młodą dziewczyną. Często czesała blond włosy, sięgające jej do ramion w wysokiego kucyka, choć czasem widywaliśmy ją na ulicy w rozpuszczonych włosach. Malowała się delikatnie, jednak potrafiła pokazać makijażem swoje atuty i ukryć wady. Jej błękitne oczy okrywał wachlarz czarnych rzęs, a wspaniałe rumieńce pokazywały się zawsze, gdy się wstydziła. 
Wspomniałem już, że była też inteligentna? Znała na pamięć chyba tysiąc książek, ale nie błądziła gdzieś w przeszłości. Potrafiła też rzucić niezłą ripostą, która zawsze rozbawiała nas do łez.
Ale tak jak piękna i mądra, była też bardzo tajemnicza. Nie chciała rozmawiać o swoim życiu, zainteresowaniach, rodzinie. Zwykle pytała nas o nasze sprawy, a sama uciekała od mówienia o swoich. 
Wszyscy ją polubiliśmy. 
- Hazz, reaguj! - machnął mi przed twarzą, swoją dłonią Louis. - Zbieraj się.
- Że co? Gdzie? Po co? Jak? - pytałem zdezorientowany.
Boo tylko zaśmiał się i westchnął:
- Zaraz zbieramy się na nagranie.
Wydałem z siebie ciche "ach, no tak...", po czym wstałem i podążyłem do swojego pokoju, by doprowadzić się do porządku.

*Rachel*
Widziałam się z nimi dobre pięć razy. Za każdym zbliżaliśmy się do siebie, ale do przyjaźni było nam jeszcze daleko. Tak bardzo chciałam być blisko nich, odpłacić za krzywdę, którą im zrobiłam.
- Skoro nie jestem dla ciebie wystarczająco atrakcyjna to znajdź sobie inną! - warczałam do niego
- Co ty wygadujesz? Do cholery! Nie rozumiesz, co powiedziałem? - krzyczał zdenerwowany Harry. 
Marzyłam, by zastąpić im pustkę, jaka została po mojej ucieczce. By przytulić ich, tak jak kiedyś i zapomnieć o wszystkim złym.
- Uspokój się i mnie posłuchaj! - nakazał szatyn. - Jesteś idealna, słyszysz? - zjechał trochę z tonu. - Słyszysz? - powtórzył. Zagarnął kosmyk moich włosów za ucho, a ja delikatnie skinęłam głową. - Więc zapamiętaj.
Potem złączył nasze usta w czułym pocałunku.
Moje rozmyślania przerwał Justin, który w taki sam sposób jak wtedy Hazz pocałował mnie.
Prawie tak samo. Przecież mój Lokuś był mistrzem. - dodałam sobie w myślach.
Następnie odszedł kawałek i zabrał się za przygotowywanie śniadania. Patrzyłam z uśmiechem na jego wyczyny. Krzątał się po kuchni zupełnie, jak Niall, kiedy szukał jedzenia. Kręcił z rozbawieniem biodrami. Louis zapewne robiłby to samo. Po kilku minutach włożył na trzy talerze jajecznicę. Ja i Harrie zaczęłyśmy jeść. On sprzątał. Liam byłby z niego naprawdę dumny.
"Wszystko musi być uporządkowane" - powtarzał.
Chwilę potem mój chłopak usiadł z nami. Wciągaliśmy wszyscy razem.
- Masz jakieś plany na dziś? - zadał pytanie Jus, odrywając mnie na moment od jedzenia.
- Uhm... Wiesz.... Zaraz mykam do pracy, nowy artykuł sam się nie napisze, ale poza tym, to w sumie... A dlaczego pytasz?
- Chciałem zabrać Cię do klubu. Rozerwalibyśmy się, dawno nigdzie nie wychodziliśmy sami. Tak... no... bez małej. - odparł.
- Postaram się. - oznajmiłam. Szybko zmyłam naczynia, napiłam się wody i włożyłam do buzi gumę.
- Wrócę koło drugiej pm. - cmoknęłam Justina w usta. - Klucze są pod wycieraczką.
Założyłam bez pośpiechu swoje pudrowo-różowe szpilki. Następnie zeszłam po schodach na dwór i wsiadłam do auta. Kiedy już dojechałam pod siedzibę "Patty" zgasiłam samochód, zamknęłam go. Udałam się do mojego gabinetu, w którym urzęduję od awansu.
- Dzień dobry, Rachel. - usłyszałam ciepły po wejściu do przestronnego pomieszczenia.
Utrzymane było ono w odcieniach kawy i śniegu. Ściany w kolorze chłodnego cappuccino idealnie komponowały się z brązem paneli. Na środku stało białe, średnie biurko, po którym walały się moje dokumenty, przedmioty, należące do mnie. Postawiono przy nim trzy czarne krzesła - jedno dla mnie, po drugiej stronie dwa dla gości. Pod "stacją dowodzenia" rozciągał się miękki dywanik w kolorze podobnym do ścian. Na ścianach wisiały czarno-białe obrazy i zdjęcia, a na nich ja, Harriet, Justin, ja z 1D (zrobione po wywiadzie) i masa innych cennych dla mnie fotografii. Naprzeciwko drzwi mieściło się duże na całą powierzchnię ściany okno, zaś przed nim stały różne kwiaty. W kątach gabinetu ustawiłam śnieżno-białe lampy. Niedaleko wejścia stał też stolik z poczęstunkiem, czyli ciastkami, żelkami (o taaaak :)), napojami itp., ekspres do kawy i czajnik.
Źródło: LINK
Moja asystentka (czujecie to?!) Gwen Kowalski była z pochodzenia Polką. Naprawdę miała na imię Blanka, ale ze względu na pobyt w USA przyjęła krótkie, ale ładne imię, brzmiące "Gwen". Dziewczyna miała około 19 lat, więc byłam od niej zaledwie kilka lat starsza. Włosy Blanki wyglądały imponująco - jej fryzjerka musiała się napracować. Czarne, krótkie do ramion kosmyki plus czekoladowe pasma. Bomba! Oczy kobiety błyszczały głęboką zielenią, ale z tęczówkami Styles'a nie mogły się w żadnym stopniu równać. Jej różowe usta zwykle wyginały się w serdecznym uśmiechu. Tak też było wtedy.
Polki są naprawdę piękne. :)
- Hej, Gwen. Masz dla mnie statystyki?
- Jasne, jasne. Proszę. To numery nowych pracowników. Umowy o pracę, namiary na gwiazdy, zdjęcia, artykuły, okładka, propozycje tematów. - mruczała, podając mi kolejne kartki papieru. Przeglądałam je z niechęcią, gdy brunetka zapytała: - Chcesz kawy?
Burknęłam tylko ledwie dosłyszalne "Mhm". Statystyki w normie, wszystko w porządku. Niestety, trzy godziny minęły w mgnieniu oka. Dochodziła pierwsza pm, kiedy wstałam z fotela, złapałam do ręki listę, sporządzoną przez Blankę i udałam się na "odbiór prac". Po kolei zakreślałam zadania: Pierwsza strona - jest. Artykuł główny, poboczne, zagadki, horoskopy, zdjęcia, wywiad numeru. - są.
Zadowolona z mojego zespołu opuściłam wieżowiec.
Wybrałam numer opiekunki Harriet (w życiu już jej nie zostawię z Gemmą!!! :D), dogadałam się z nią w sprawie opieki i wyruszyłam w drogę do domu. Tam zastałam moje dwa słońca (jedno prawdziwe plus jedno... przyszywane). Bawili się w chowanego. Postanowiłam nie wchodzić im w drogę i zaszyłam się w kuchni, gdzie zaczęłam gotować obiad. Zaplanowano - frytki z kurczakiem. W powalającym, jak na mnie, tempie przygotowałam trzy porcje. Wszystko postawiłam na stole.
- Obiad! - zawołałam. Do pomieszczenia wbiegli mężczyzna z dziewczynką, nie ukrywając wielkiego zdziwienia.
- Rachel? - przeciągnął Justin. - Kiedy wróciłaś?
- No wiecie co?! Czuję się zraniona! - wrzasnęłam i obróciłam się do nich tyłem. Zaraz potem poczułam w talii ręce mojego przystojniaka oraz jego usta na szyi, zaś z przodu małe dłonie Harriet oplatające mnie w biodrach, bo przecież tylko tam sięgała. Wyszczerzyłam się do nich. Jak dobrze, że ich miałam.
A gdyby był tam też Hazz?
Zjedliśmy fast food'y. Justin wrócił do siebie szykować się na naszą randkę, a ja wybrałam się w rajd do sypialni, by zrobić to, co i on. W szafie wyszukałam czerwoną, imprezową sukienkę do połowy ud, wysadzaną ćwiekami. Prezentowała się nieziemsko - grzechem byłoby jej nie założyć. Złapałam też za czarny stanik bez ramiączek i majtki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam ubrania na siebie. Córcia bawiła się lalkami, gdy ja namalowałam kreskę na powiece (musiałam przecież poprawić make-up), wytuszowałam rzęsy, przeciągnęłam po wargach delikatnie prawie przezroczystą, ale jednak czerwoną szminką i doprowadziłam skórę twarzy do ładu. Założyłam też długie, srebrne kolczyki, bransoletki z tego samego materiału, pierścionek. Na sobie miałam już najbardziej wartościowe dla mnie dwie połówki serca. Nigdy ich nie zdejmowałam. Włosy przeczesałam Tangle Teezerem. Pozostało tylko czekać na Larę. Starsza kobieta pojawiła się tuż po moim wyjściu z toalety. Włożyłam na stopy czarne szpilki.
- Bądź grzeczna, myszko. Wrócę późno, nie czekajcie na mnie. Na kolację najlepiej, żeby zjadła tosty. Koniecznie z herbatą. Kocham cię, skarbie. - dostałam buziaka od małej.
Zabawę czas zacząć.

piątek, 27 grudnia 2013

Rozdział trzeci cz.3 (6)

10.05.2013 nasza wysłanniczka - Rachel Smith spotkała się ze sławnym boysband'em, znanym jako One Direction. Czego się od nich dowiedziała? Przeczytajcie, a dowiecie się w szczegółach.
Redaktorka (R): Zaczynajmy.
Dasz radę Rachel. Nadal znasz ich doskonale. *
Wszyscy (W): W porządku.
R: Więc pierwszym moim pytaniem, będzie tradycyjnie: Wasz status w związku.
Oddychaj.
Niall (N): U mnie na pierwszym miejscu mój kotek Lou.
Jakie to słodkie.
Zayn (Z): Ja i Perrie nadal jesteśmy razem. Pezz jest wspaniała.
Jeszcze przekonasz się jaka to idiotka.
Louis (L): Strasznie kocham moją El. To chyba wystarczy.
Szczęścia wam, książe.
Harry (H): Caroline to anioł. Dosłownie. Jest piękna, miła, słodka, kochana i... mógłbym wymieniać tak do wieczora. <śmiech>
A gdzie inteligencja, mój dupku?
R: A ty, Liam? Zakładam, że nadal jesteś wierny swojej ukochanej.
Liam (Li): Oczywiście. Niedługo obchodzimy kolejną rocznicę.
Jesteś idealnym chłopakiem dla Danielle.
R: Mieszkacie razem?
H: Tak.
R: Nad czym obecnie pracujecie?
Z: Ale w sensie zespołu czy par? <śmiech> Jesteśmy w trakcie przygotowywania kolejnej płyty.
R: Czy mam rozumieć, że planujecie założyć rodzinę?
L: Kiedyś trzeba będzie.
Będę jeszcze kiedyś dla was ważna?
R: Jak bardzo wasze życie zmieniło się od początku zespołu?...

***
- W porządku? - zadałam pytanie przyjaciołom.
- Jasne. - wrzasnął Niall.
- Wyszło w sumie nie najgorzej.
Bo byliście ze mną.
- Zgadzam się. - przytaknęłam Zayn'owi. - Było miło, ale będę się już zbierać.
Było bardzo miło.
- Szkoda. - przeciągnął Louis. - Ale może spotkalibyśmy się jutro? Co ty na to, Rachel?
BARDZO CHĘTNIE, Boo.
- A wiecie... Zgoda. - uśmiechnęłam się, wyciągnęłam z torebki wizytówkę. Podałam ją Harry'emu.


* Myśli głównej bohaterki

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział trzeci cz.2 (5)

*W poprzedniej części*
Menager chłopców udał się w przeciwnym kierunku, zaś ja podążyłam w stronę kawałka drewna z numerkiem, którego szukałam. Pchnęłam drzwi, ale zaraz szybko je zamknęłam.
Wspominałam, że mam tendencję do mdlenia? Nie? Więc już wiecie.
Zemdałam.
10 maja 2013
Los Angeles
Powoli otworzyłam oczy.
- Nic pani nie jest? - zapytała starsza kobieta. Uśmiechnęłam się, wydukałam "nie, dziękuję" i zwiałam z przed drzwi felernego gabinetu.
Będąc już nieco dalej wygrzebałam z torebki telefon i drżącymi dłońmi wystukałam na wyświetlaczu numer Patrici.
- Biuro Patrici Turner. - usłyszałam. - W czym mogę pomóc?
- Ramona, to ja, Rachel. - wytłumaczyłam.
- Już łączę, Rachie.
Stukając bliżej nieznany mi rytm, czekałam aż sekretarka połączy mnie z naszą szefową. Już zaczynałam się niecierpliwić, gdy w głośniku zabrzmiał głos Patrici:
- O co chodzi, Rachel?
Prychnęłam i wysyczałam:
- Miałam przeprowadzić wywiad z Seleną Gomez.
- Może i tak. Ale przecież to nie byłby test. Masz pół godziny do spotkania. Zabieraj się do pracy.
Zdenerwowana, zapewne czerwona niczym burak, zawrzałam, po czym bezwładnie opadłam na kanapę w halu.
Zasłoniłam dłońmi twarz. Po policzkach poleciały mi wielkie krople. Nie potrafiłam się opanować.
"Ciepły, słoneczny dzień. W jednym z największych wieżowców w LA idiotka, nie panująca nad własnym życiem i uczuciami, matka małej dziewczynki, roni łzy za niewarte niczego wspomnienia"
- Ha-Harry? - wyszlochałam, wycierając z, wtedy, dwunastoletniej buzi, mokry deszczyk, który wylał się z moich oczek. - Będziesz zawsze przy mnie?
Chłopak uśmiechnął się pod nosem. Uwielbiałam jego uśmiech. Słodkie dołeczki, iskierki w tęczówkach.
- Oczywiście. Obiecuję. - Delikatnie cmoknął mnie w czoło i pogładził po włosach.
Obietnic należy dotrzymywać, Hazz.
- Louis, znów lecisz ze mną w kulki. - zachichotałam.
- Co ty, księżniczko, ja? Nigdy. - odparł.
- Mam już piętnaście lat, Lou. Nie jestem już tą małą księżniczką. - wyszczerzyłam się, dotykając mojego ślicznego naszyjnika. - Pamiętasz, jak to było?
Połowę serduszka wysadzanego małymi cekinkami dostałam od Tomlinson'a, gdy mieliśmy pięć lat. Kłamca nie chciał przyznać się do tego, że w zakupie pomagała mu mama. Drugą część, która łączyła obie w kształtną całość podarował mi Loczek, kiedy miałam 10 lat.
Wspaniałe wspomnienia.
Uśmiechnęłam się na myśl o chłopcach. Otarłam łzy i skierowałam się do łazienki. Tam poprawiłam makijaż.
Zbliżała się 14, więc niepewnym krokiem powędrowałam do sto dwadzieścia jeden. Złapałam za klamkę i weszłam do środka.
Na środku pomieszczenia stał drewniany stół. Wokół niego rozstawione były beżowe tapczany ze skóry. Obok prawej i lewej ściany stało kilka półek. Naprzeciwko drzwi postawiono biurko, przy którym z laptopem siedział Paul. Ściany miały kolor szary, zaś podłogę zdobiły jasne panele.
- Dzień dobry. - powiedziałam głośno, by wszyscy mnie usłyszeli.
Pięć głów skierowało się w moją stronę. Byłam zakłopotana, lecz przemogłam się i delikatnie uniosłam kąciki ust ku górze.
- Dzień dobry. - odpowiedzieli chórem.
- Proszę, niech pani siądzie. - Wskazał na fotel Liam. Spoczęłam na zimnym siedlisku.
Wszyscy bacznie mi się przyglądali, jakby wiedzieli kim jestem. Jakby umieli prześwietlić mnie, dowiedzieć się o historii mojego życia.
Nikt nic nie zauważy, nikt nic nie zauważy. - modliłam się w duchu.
- Nazywam się Rachel Smith, miło mi. Jestem redaktorką gazety "Patty". - przedstawiłam się.
Tej mnie jeszcze nie znali.
- Cieszymy się, że panią poznaliśmy. Niall Horan, Liam Payne, Louis Tomlinson, Harry Styles, Zayn Malik. - wytłumaczył blondyn.
Wiem, Niallerku.
- Proponuję, żebyśmy przeszli na ty. - podał pomysł Zayneey. - Pani jest mniej więcej w naszym wieku, więc chyba problemu nie będzie. Prawda?
Nie pyskuj, jestem od ciebie starsza, Malik. - zaśmiałam się w duchu.
Wyjęłam dyktafon, wcisnęłam "REC".
Jedziemy z tym koksem.

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział trzeci, cz.1 (4)

10 maja 2013
Los Angeles

- Harriet, myszko, proszę uwijaj się. - wysapałam do niespełna półtora rocznej dziewczynki, wodzącej rączką po stole. 
- Mamo, ja nie chcem już płatkiów. - zachlipała, ale ja tylko złapałam za łyżkę i ruchami a'la samochód włożyłam jej jedzenie do buzi. 
- Teraz sama. - nakazałam córeczce, a sama zajęłam się przygotowaniami do wywiadu. 
Przebrałam pidżamy na koronkową, pudrowo-różową sukienkę do połowy ud, założyłam na to ciemniejszą marynarkę. Na szyję zawiesiłam złoty (sztuczny) zegarek, a kolczyki w tym samym kolorze włożyłam do dziurek. Wystarczyło jeszcze zrobić makijaż. Tak więc, nałożyłam podkład, puder, korektor, eyelinerem machnęłam cienką kreskę na powiece z jaskółeczką, rzęsy przejechałam szczoteczką od tuszu, a usta brzoskwiniowym błyszczykiem. 
Opisując mój strój na "ujdzie w tłumie" wparowałam do salonu, gdzie moja kopia pucowała miseczkę. 
- Już? - zapytałam, na co ona lekko kiwnęła. 
Wstała od stołu i udała się w stronę drzwi. Założyłam czarne szpilki, wzięłam do ręki torebkę.
Chwila... Notes - jest. Dyktafon, długopis, telefon, portfel, dokumenty - są. 
Przekręciłam klucz w drzwiach. W pośpiechu, o 13.30, wybiegłam z klatki. 

***
- Dzień dobry, szukam gabinetu numer 121. - wysapałam do recepcjonistki, wbiegając zdyszana do ogromnego budynku. 
- Drugie piętro. - uśmiechnęła się brunetka. Nie zastanawiając się więcej nad jej wyglądem żwawym krokiem weszłam do windy.
Wcisnęłam żółtą dwójkę i czekając na zamknięcie się "drzwi" wystukiwałam rytm na ścianie. 
Już klapa miała się zasunąć, kiedy ktoś zatrzymał ją dłonią. Zalała mnie nagła fala gorąca. 
- Witam, nazywam się Paul Higgins. Co panią tu sprowadza? - zapytał grubszy, starszy szatyn.  
Najwidoczniej mnie nie poznał. - odetchnęłam z ulgą.
- Uhm... Jestem Rachel Smith. - czułam, jak głos załamuje mi się. Odchrząknęłam i dodałam: - Przysłała mnie tu moja szefowa na wywiad.
- Wspaniale. - uśmiechnął się mój dawny znajomy.
Okropnie się zmienił przez te niesamowicie długie dwa lata. Spoważniał, zmężniał i był jakiś taki... sędziwy? Nie, nie. 
Wreszcie, ku mojej uciesze wrota rozpostarły się. Mogłam ulotnić się z ciasnego pomieszczenia. Menager chłopców udał się w przeciwnym kierunku, zaś ja podążyłam w stronę kawałka drewna z numerkiem, którego szukałam. Pchnęłam drzwi, ale zaraz szybko je zamknęłam.
Wspominałam, że mam tendencję do mdlenia? Nie? Więc już wiecie.
Zemdałam.

środa, 6 listopada 2013

Rozdział drugi cz.2 (3)

9 maja 2013
Los Angeles

- Boże... - sapnęłam i poczułam, jak moje nogi słabną, a ciało traci siły. Zemdlałam.

***
Czułam, jak powoli wracają siły. Bałam się, co zastanę w mieszkaniu.
Jak widać twoje przypuszczenia się sprawdziły. - podpowiedział mi głosik w głowie.
Podniosłam się z łóżka. Z pewnością położył mnie tam Jus po omdleniu. Chłopak siedział obok mnie. Miał zmartwioną minę. Rozejrzałam się. Nigdzie Gemms, a nawet Harriet, która nie umie usiedzieć w miejscu. W normalnej sytuacji pewnie już dawno biegałaby w moim staniku (tak, tak, dobrze czytacie) po domu. Mój maluszek ma nieco... dziwnie śmieszne pomysły.
- Już dobrze? - zapytał cicho z troską. Wyglądał niesamowicie słodko.
- Uhm... - wymruczałam. - Gdzie dziewczyny?
- Spokojnie, skarbie. Harrie* śpi, a Gemma załatwia ekipę sprzątającą. Stwierdziła, że sama nie da rady ogarnąć tego... chlewu? - zaśmiał się. Zmierzyłam go gniewnym spojrzeniem. To wcale nie było tak śmieszne! No, może troszkę. Ciupinkę!
Szybko wstałam z łóżka i weszłam do salonu. Sapnęłam ciche "maaamo", co Justin skomentował śmiechem.
Po całym pomieszczeniu porozrzucane były wszelkiego rodzaju warzywa i owoce. Ściany przyozdobiono arbuzami, marchewką i śliwkami.
Gorzej być nie mogło.
Zakryłam twarz w dłoniach i skuliłam się w duchu. Jak mogłam być tak głupia, by zostawić Harriet z Gemms?! Przecież ta "dojrzała" dwudziestolatka w wieku osiemnastu lat nie umiała upilnować nawet świnki morskiej.
- Game*, wróciłem! Jak się miewa Mindy? - wrzasnął rozradowany Harry w drzwiach. Skierował się w stronę klatki, uprzednio całując mnie w policzek na powitanie, jak to miał w zwyczaju. Doszedł do metalowych prętów i wrzasnął na siostrę: - GDZIE JEST MINDY?! 
- Bo o-ona - zająknęła się dziewczyna. - nam uciekła. 
Hazz pokierował na mnie spojrzenie. Było ono pełne wyrzutu. Wyglądał tak niewinnie i delikatnie.
- Ooo, nie! - fuknęłam. - To ty miałaś ją pilnować. Ja dopiero wstałam. - Ni stąd, ni zowąd Loczek zaczął płakać. Rozczulił mnie widok smutnego Styles'a, więc dodałam: - Kupię ci nową Mindy. Będzie dobrze Harry. 
- Ty świnko-bójczynio! - zwrócił się do mojej przyjaciółki. Po chwili rzucił się na mnie i wtulił w moje włosy.
Podczas, gdy ja wspominałam "stare" czasy do domu wróciła Gemm. Obdarzyła mnie przepraszającym wzrokiem i szybko wyjaśniła:
- Poszłam na chwilę do toalety. Harriet ma robaki w dupie. Już znalazłam ludzi, którzy to posprzątają.
Uniosłam brew ku górze.
- W porządku. - przytaknęłam. - Ale gdzie moje słoneczko?
"Kobieta" (właściwie nią nie była) wskazała mi kuchnię. Rzeczywiście mała spała sobie słodziutko w wózku. Zostawiłam ją, aby wypoczęła, a sama wróciłam do głównego pokoju, skąd dobiegały różne dźwięki. Rozpoznałam wśród nich melodię oznaczającą nowego mail'a. Otworzyłam laptopa i odczytałam wiadomość.
Witaj, Rachel! Tak jak obiecałam - wysyłam Ci informacje na temat awansu. Próba będzie krótka i przyjemna. Musisz przeprowadzić jutro o 14 wywiad z Seleną Gomez. Jasne? 

Patricia Turner
Uśmiechnęłam się i odpisałam.
W porządku. Będę na czas. Jeszcze raz dziękuję. 

Rachel Smith 
Gotowałam się ze szczęścia. Miałam ochotę zacząć skakać do sufitu, ale szybko odrzuciłam tę myśl. W końcu byłam już dorosła i wychowywałam roczną córeczkę. "Nie wypada".
Tamten dzień minął mi przyjemnie. Świetnie bawiłam się w towarzystwie Gemms i Justin'a. Niestety, zbliżał się wieczór, a ja musiałam przygotować się do wywiadu. Pożegnałam się z przyjaciółmi. W szybkim tempie wykąpałam Harriet. Dziewczynka położyła się do łóżeczka i próbowała zasnąć. Ja usiadłam przy przenośnym komputerze w sypialni i wyszukiwałam informacje na temat Selly.
Jej rodzice - Amanda i Richard są po rozwodzie. Ma młodszą (córka matki i ojczyma) siostrę Gracie. Występowała dla Disney Channel. (...) Chłopcy, z którymi się spotykała to min. Taylor Lautner, Nick Jonas, Justin Bieber.
Gomez spotykała się z moim chłopakiem?
Wspaniale...

* tak nazywano kiedyś Gemmę
* inaczej Harriet

czwartek, 4 lipca 2013

Informacja!

Witajcie, moi drodzy (jeżeli ktokolwiek to czyta). Z żalem muszę oznajmić, że będę musiała zawiesić czasowo bloga. Jest to trudne, zwłaszcza, iż dopiero zaczęłam jego pisanie. Powodem jest:
- brak jakichkolwiek komentarzy, co zabiera motywację,
- drugie opowiadanie; nie umiem się rozdwoić, chociaż myślałam, że jakoś dam radę.
Będę kontynuowała od razu, jeżeli pod poprzednim wpisem (drugi rozdział cz.1) dostanę chociaż 3 komentarze. 

Wasza Daria

!LINK!

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział drugi cz.1 (2)

9 maja 2013
Los Angeles

Znudzona pracą przeciągnęłam się. Siedziałam tam już od dobrych pięciu godzin, a tu nadal żadnego pomysłu na artykuł. W otoczeniu brak inspiracji. 
I właśnie wtedy do gabinetu wtargnęła moja szefowa, trzydziestoletnia Patricia Turner, zapewne burząc moje plany na spokojny dzień. Zawsze umiała znaleźć nawet najmniejszy błąd w najkrótszej notatce, do tego szczerze mnie nienawidziła. Tamtego dnia ubrała się w typowo biurowe wdzianko - białą, idealnie wyprasowaną koszulę, sięgającą jej do połowy ud, czarną, prostą spódnicę i tego samego koloru szpilki. Włosy związała w wysokiego koka, który dodawał jej powagi, ale też lat. Pomimo tego, iż była ona dosyć młoda swoimi stylizacjami sprawiała, że postrzegano ją za starszą. Do tego nazywano ją królową biznesu, zaś każdy kto temu zaprzeczył mógł uważać się za martwego, jeśli chodzi o karierę.
Odwróciła się w moją stronę, mierząc mnie wzrokiem.
- Słyszałaś coś o kryzysie? - zapytała chłodno. Palcem wskazującym dotknęła nosa, po czym zjechała nim, aby obniżyć okulary.
- Tylko niektóre z plotek. - odpowiedziałam cicho.
- "Patty" (nazwa gazety) zaczyna podupadać, moja droga panno. - wyjaśniła. Jej twarz przybrała jeszcze bardziej poważny wyraz. W takich chwilach zastanawiałam się, czy na prawdę owa kobieta ma tylko trzydzieści, a nie sześćdziesiąt lat. - Wszystko przez brak sensacji dla nieinteligentnych czytelników. Teraz plotki są główną dźwignią handlu, Rachel. Jesteś u nas zdaje się najmłodszą pracownicą? - Kiwnęłam niepewnie głową. - Postanowiłam wprowadzić nowy dział, a ty zostałabyś jego kierowniczką. Musiałabyś czasem brać udział w galach i imprezach dla gwiazd, przeprowadzać wywiady ze znanymi. Co ty na to?
- Wspaniale. Dziękuję za szansę. - uśmiechnęłam się do Patrici. - Kiedy miałabym zacząć?
- Nie tak szybko, kochana... - zgasiła mój entuzjazm szefowa. - Najpierw musisz przejść test. Wszystkiego dowiesz się przez mail'a. Czekaj na wiadomość.
- Do widzenia. - dodałam, kiedy wychodziła. Trzydziestolatka odpowiedziała mi tym samym i opuściła pomieszczenie.
Nie zastanawiając się dłużej nad jej słowami, rozłożyłam się na fotelu i wyciągnęłam komórkę. Na tapecie widniało zdjęcie Harriet, która próbowała się uśmiechać. Było to trudne, ze względu na brak zębów. Zaśmiałam się i wybrałam numer Gemmy. Musiała ona zastąpić opiekunkę. Lara zachorowała, więc moja córka zostałaby bez dorosłego. Na szczęście swoją pomoc zaoferowała siostra Harry'ego. Po dwóch sygnałach brunetka odebrała. Przeprowadziłam z nią konwersację na temat mojej młodszej kopii. Nawet słyszałam ją gdzieś tam w tle. Bełkotała coś na temat... kotka?
Posiedziałam w biurze jeszcze kilka godzin. Moja zmiana zaczynała dobiegać końca. Ubrałam marynarkę, bo na dworze lekko wiało i zbierałam się do wyjścia. Już miałam otwierać drzwi, kiedy do gabinetu wszedł Justin. Obdarzył mnie krótkim uśmiechem, po czym podszedł do mnie i namiętnie pocałował.
- Witaj, kochanie. Potrzebujesz transportu? - zachichotał.
- Jak zawsze. - odparłam. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego samochodu. Usiadłam na miejscu pasażera i odjechaliśmy w stronę mojego domu.
Po dziesięciu minutach jazdy Jus zaparkował drogie auto przed wieżowcem. Weszliśmy do windy, która zawiozła nas na 20 piętro. Później tylko korytarzem i w prawo. Kiedy stanęłam przed wejściem do mieszkania na początku zastanawiałam się, co w środku zastanę. Gemma była szczerze szalona i...
Raz kozie śmierć. - wsparłam się w myślach i lekko pchnęłam drzwi. W pierwszej chwili nie zauważyłam mojego szkraba, więc zagłębiłam się bardziej w pokoje.
- Boże... - sapnęłam i poczułam, jak moje nogi słabną, a ciało traci siły. Zemdlałam.